Brief #111 - okładka

Jak przywrócić oceanom dawną świetność?

Według najnowszych badań zdolność północnej części Oceanu Atlantyckiego do pochłaniania dwutlenku węgla jest niższa, niż wcześniej szacowano. Wiosenny rozwój fitoplanktonu w tej części oceanu jest prawdopodobnie największym corocznym biologicznym mechanizmem sekwestracji dwutlenku węgla na naszej planecie. Fitoplankton przypomina rozległy las drobnych roślin w słonecznej, górnej części oceanu, który pochłania dwutlenek węgla dzięki mechanizmowi fotosyntezy. Im większe są cząstki fitoplanktonu, tym większa szansa, że ​​zatonie on wraz z pochłoniętym przez siebie dwutlenkiem węgla w głębokiej, mezopelagicznej strefie oceanu (między 200 a 1000 m poniżej poziomu morza), w której CO₂ może być uwięziony przez ponad 1000 lat. Do tej pory zakładano, że w fitoplanktonie dominują duże okrzemki. Według najnowszych badań najwięcej jest jednak drobniejszych organizmów, np. cyjanobakterii, co oznacza, że ​​pochłonięty przez plankton dwutlenek węgla nie tonie tak głęboko i tak szybko, ani nie pozostaje w głębinach oceanów tak długo, jak naukowcy dotychczas zakładali. 

Według badaczy oceanicznej faunie i florze można przywrócić dawną świetność w ciągu 30 lat, zapobiegając postępującemu przełowieniu i zanieczyszczeniu wód morskich, zniszczeniu wybrzeży, zakwaszeniu i obniżeniu poziomu tlenu w oceanach oraz dewastacji raf koralowych. Naukowcy twierdzą, że globalne rybołówstwo staje się bardziej zrównoważone, zanika natomiast niszczenie cennych siedlisk, np. trawy morskiej i lasów namorzynowych. Rośnie populacja m.in. humbaka i wydry morskiej w Kanadzie, foki szarej i kormorana w rejonie Morza Bałtyckiego, mirungi północnej i kotika meksykańskiego. Odsetek gatunków morskich uznanych za zagrożone wyginięciem przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (IUCN) spadł z 18% w 2000 r. do 11,4% w 2019 r. Niezbędne środki, w tym ochrona dużych obszarów oceanu, zrównoważone połowy i kontrola zanieczyszczenia, będą kosztować miliardy dolarów rocznie, ale inwestycja zwróci się dziesięciokrotnie w postaci większej stabilności klimatu, bardziej zrównoważonych źródeł żywności oraz lepszej ochrony morskich wybrzeży.

Xenoboty i sztuczna inteligencja czytająca w myślach człowieka

Xenoboty – „żywe” roboty będące efektem współpracy informatyków i biologów – to nowe formy życia, które zacierają granicę między tym, co cyfrowe, a tym, co biologiczne. Naukowcy wykorzystali do ich budowy zarodkowe komórki macierzyste platan szponiastych. Xenoboty żyją ok. tygodnia, żerując na płytkach żółtka, które wypełnia ich komórki. Mają różne kształty i są zaprojektowane przez inżynierów robotyki. Mogą wykonywać szereg działań – np. dostarczać lek do guza nowotworowego w ciele pacjenta lub usuwać cząstki mikroplastiku z oceanów. Są programowalne i biodegradowalne. Xenoboty mogą również posłużyć jako punkt wyjścia do rozważań w dziedzinach biologii, filozofii i etyki.

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego opracowali system sztucznej inteligencji, która może pozwolić na czytanie w myślach człowieka. Badacze obserwowali aktywność neuronów u osób, które mają wszczepione do mózgu elektrody monitorujące napady padaczkowe. Podczas badania pacjenci czytali wcześniej przygotowane teksty. Następnie algorytm uczenia maszynowego przekształcił w ciąg liczb uzyskane dane dotyczące aktywności mózgu dla każdego wypowiedzianego zdania. Aby upewnić się, że liczby odnoszą się tylko do aspektów mowy, system porównał przewidziane dźwięki z małych fragmentów danych dotyczących aktywności mózgu z faktycznie zarejestrowanym dźwiękiem. Ciąg liczb został następnie wprowadzony do drugiej części systemu, która przekształciła go w ciąg słów. Precyzja działania systemu wynosi 97% i dotyczy obecnie rozpoznania 250 słów w czasie rzeczywistym ze zbioru od 30 do 50 zdań. W przyszłości metoda ta może pomóc w komunikowaniu się pacjentom, którzy nie są w stanie mówić, ani pisać, np. osobom z zespołem zamknięcia.

Ewolucja i najnowsze znaleziska archeologiczne

Z najnowszych badań wynika, że jeszcze 2 mln lat temu przodkowie człowieka wciąż regularnie wspinali się na drzewa. Analiza znalezionych w Republice Południowej Afryki skamieniałości (kości nóg), należących do Paranthropus robustus (rodzina człowiekowate) lub do wczesnego homo sapiens, dostarczyła dowodów, że regularnie przyjmował on postawę z wysoko zgiętymi stawami biodrowymi, która wynika ze wspinania się na drzewa.

Podczas wykopalisk w systemie jaskiń Drimolen w Republice Południowej Afryki odnaleziono szczątki (czaszkę) najstarszego znanego homo erectusa, żyjącego mniej więcej w tym samym czasie, co inne wymarłe człowiekowate. Znaleziono również sklepienie czaszki oraz zęby przedstawiciela Paranthropus robustus. Znaleziska pochodzą z okresu od 2,04 do 1,95 mln lat temu. Jeżeli zostaną potwierdzone, byłyby to najstarsze znane szczątki Paranthropus robustusa i homo erectusa, (starsze o 150–200 tys. lat od dotychczasowych). Odkrycia potwierdzają tezę, że homo erectus pokonał drogę z terenów współczesnej Republiki Południowej Afryki przez kontynent afrykański na Kaukaz w ciągu zaledwie kilkuset tysięcy lat.

Naukowcy rozwiązali tajemnicę dotyczącą wieku czaszki z Broken Hill znalezionej w 1921 r. w Zambii. Ustalono, że czaszka ma ok. 299 tys. lat i należy prawdopodobnie do homo heidelbergensis, który zamieszkiwał części Afryki i Europy i prawdopodobnie nie był bezpośrednim przodkiem homo sapiens.

Odkryto szczątki małoletniego przedstawiciela homo naledi, kopalnego gatunku człowieka. To rzadkie odkrycie, ponieważ z reguły znajduje się szczątki osób dorosłych, których kości są twardsze, mniej porowate i mają większe szanse na przetrwanie setek tysięcy lat. Kości, znalezione w komorze Dinaledi w systemie jaskiń Rising Star w Republice Południowej Afryki, należą do dużej kolekcji szczątków datowanej na okres między 335 tys. a 226 tys. lat temu.

Kto jeszcze nie słyszał o koronawirusie

W Stanach Zjednoczonych trwa debata, czy prawo do ochrony prywatności jest ważniejsze od prawa dostępu do informacji o koronawirusie. Ludzie chcą wiedzieć, czy wirus został wykryty w ich sąsiedztwie, a naukowcy potrzebują danych o pandemii. Urzędnicy ds. zdrowia publicznego odmawiają jednak podawania szczegółowych informacji na temat przypadków zachorowań w celu ochrony prywatności pacjentów. Eksperci zwracają uwagę, że tłumienie przez władze w Chinach informacji o COVID-19 pozwoliło mu szybko się rozprzestrzenić, zanim podjęto działania w celu jego powstrzymania.

Według niezależnego serwisu Turkmenistan Chronicle władze w Turkmenistanie wprowadziły zakaz używania słowa „koronawirus” i noszenia masek, a obywatele rozmawiający o pandemii mogą zostać zatrzymani przez policję. W broszurach Ministerstwa Zdrowia informujących o zapobieganiu chorobom wirusowym nie ma już wzmianek o COVID-19. Jednocześnie rząd turkmeński stosuje środki zapobiegawcze w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się wirusa. 

W USA bariery językowe i chaos informacyjny powodują, że do niektórych społeczności nie dotarły jeszcze istotne komunikaty o koronawirusie. To np. mieszkańcy stanu Arkansas pochodzący z Wysp Marshalla i Nauru, którzy posługują się językiem marszalskim. W mieście Des Moines w stanie Iowa, znanym z przyjmowania uchodźców, mówi się w ponad 100 językach. Potrzebne są szybkie tłumaczenia, aby powiadomić o COVID-19 wszystkich członków społeczności.

Emerytowany francuski admirał Dominique Salles uważa, że załogi okrętów podwodnych, patrolujących wody oceaniczne podczas ściśle tajnych misji, nadal nie wiedzą o wybuchu pandemii na świecie. Podczas misji polegających na odstraszaniu nuklearnym zwykle oszczędza się złych wiadomości marynarzom na okrętach podwodnych, aby mogli skupić się na zadaniach i nie spadło im morale. Jedynie dowódca okrętu jest informowany o sytuacji i selekcjonuje wiadomości dla załogi.

Niesamowite zwierzęta i ich zachowania godowe

Siedem kolejnych pająków z rodzaju Maratus [nazywanych nieformalnie pająkami pawimi] zostało opisanych przez Josepha Schuberta z Museums Victoria w Melbourne. Jeden z nich został nazwany Maratus constellatus, ponieważ przypomina ubarwieniem obraz Vincenta van Gogha „Gwiaździsta noc”. Łącznie opisano 85 gatunków „pająków pawich”. Pająki z rodzaju Maratus są endemiczne w południowej Australii i mierzą od 2 do 6 mm długości. Pięknymi kolorami wyróżniają się samce, które podczas tańca godowego machają odwłokami i odnóżami, aby zachęcić samice do kopulacji.

Według naukowców samce delfinów wspólnie „wokalizują”, dopasowując do siebie tempo wydawania dźwięków, aby zwabić samice do spółkowania. Do tej pory tylko ludzie byli uważani za gatunek, który potrafi ze sobą współpracować w celu przyciągnięcia partnera. Samce delfinów zawierają długoterminowe sojusze czasem trwające dziesięciolecia w ramach grup od 4 do 14 osobników w celu poprawy swych szans godowych.

Naukowcy odkryli, że mimika myszy zmienia się wraz z nastrojem, jaki te zwierzęta odczuwają. Przyjemność, obrzydzenie, bólu, złe samopoczucie, ucieczki i strach wywołują u gryzoni różne reakcje mięśni pyszczka. Badacze zastosowali uczenie maszynowe w celu rozpoznania emocji na pyszczkach myszy, które różnie reagowały na rozmaite bodźce: np. chinina wywoływała obrzydzenie, sacharoza – przyjemność, a chlorek litu powodował złe samopoczucie. Dzięki badaniu aktywności neuronów w mózgach myszy naukowcy stwierdzili, że zmieniająca się mimika naprawdę odzwierciedla wewnętrzny stan emocjonalny gryzoni, a nie jest tylko automatyczną reakcją na bodźce.

Międzynarodowe wsparcie w czasach pandemii

Chińczycy zbudowali system wsparcia i łańcuchy dostaw, aby dostarczać sprzęt potrzebny do walki z pandemią COVID-19 w Stanach Zjednoczonych. Początkowo w styczniu i lutym 2020 r. – Chińczycy mieszkający w USA wspierali dzięki prywatnym inicjatywom szpitale w Chinach. Zbudowane wtedy społeczne siatki wsparcia oparte na znajomościach między ludźmi i kanały transportowe służą teraz do transportu sprzętu medycznego w przeciwnym kierunku – z Chin do Stanów Zjednoczonych. Chińskie organizacje współpracują ze sobą, aby zoptymalizować rezultaty prac produkcyjnych, medycznych i logistycznych. Osoby, które angażują się w pomoc, mierzą się także z negatywnym wizerunkiem Chińczyków w USA, podsycanym przede wszystkim przez konserwatystów, mówiących o „chińskim wirusie”.

Rosja wysłała do USA samolot AN-124 Rusłan ze sprzętem medycznym  ważącym 60 t. Władze rosyjskie – dla których gest pomocy Stanom Zjednoczonym miał również aspekt propagandowy – podkreśliły, że transport odbył się w ramach wzajemnej pomocy w walce z pandemią. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej wysłało pomoc medyczną do Włoch, natomiast rosyjska opozycja podkreśla, że już teraz brakuje w kraju odpowiedniego sprzętu medycznego potrzebnego do walki z koronawirusem.

Jednocześnie obawa przed brakiem sprzętu medycznego zmusza wiele krajów do podejmowania coraz bardziej drastycznych działań. Urzędnicy z różnych państw podkupują sobie transporty sprzętu, o co oskarżani są przede wszystkim Amerykanie. Turcja zablokowała wysyłkę masek do krajów, które już za nie zapłaciły (jedynie Włosi otrzymali towar). Służby szpiegowskie (m.in. izraelski Mossad) podejmują tajne misje, aby zlokalizować testy na obecność koronawirusa i zapewnić je swojemu krajowi. Kazachstan, główny producent mąki, zakazał jej eksportu, a Wietnam wprowadził zakaz eksportu ryżu. Serbia zablokowała eksport leków, nasion słonecznika i oleju słonecznikowego.

Obozy dla internowanych i współczesne niewolnictwo

Obozy dla internowanych działają dziś na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych to ośrodki dla imigrantów, w Chinach – obozy reedukacyjne dla setek tysięcy ludzi, wspierane przez zaawansowany technologicznie system nadzoru. W Syrii są to więzienia, gdzie torturuje się ludzi i wykonuje masowe egzekucje ludności cywilnej, w Indiach – więzienia dla osób, które nie są w stanie udowodnić, że są obywatelami tego kraju. W Birmie to obozy dla mniejszości etnicznych. To również ośrodki dla imigrantów na małych wyspach i pustyniach na obrzeżach bogatych regionów – na greckich wyspach na Morzu Egejskim, na pustyni Negew w Izraelu, na Oceanie Spokojnym u wybrzeży Australii i na południowym wybrzeżu Morza Śródziemnego.

Skala i cel, jaki przyświeca tym miejscom, są zróżnicowane, podobnie jak reżimy polityczne, które je zbudowały. Obozy mają jednak wspólne cechy. Większość z nich powstała jako tymczasowy lub „nadzwyczajny” środek, funkcjonują jednak do dziś i odgrywają większą rolę, niż pierwotnie zakładano. Istnieją m.in. dzięki nieprzejrzystym przepisom prawa (np. działają poza oficjalnym systemem więziennictwa).

W 2019 r. zidentyfikowano w Wielkiej Brytanii 10 627 potencjalnych ofiar współczesnego niewolnictwa, co oznacza wzrost o 52% w porównaniu z 2018 r. Urzędnicy National Referral Mechanism (NRM) uznali, że istnieją „uzasadnione podstawy”, aby sądzić, że 8429 osób z 10 627 rzeczywiście było ofiarami współczesnego niewolnictwa. Otrzymały one co najmniej 45 dni specjalistycznego wsparcia oraz zakwaterowanie (w niektórych przypadkach). Współczesne niewolnictwo to handel ludźmi, niewola, zniewolenie lub praca przymusowa. Najczęstszą formą wyzysku w 2019 r., zarówno wśród dorosłych, jak i małoletnich, był wyzysk w pracy. Większość małoletnich, będących potencjalnymi ofiarami współczesnego niewolnictwa, była wykorzystywana w celach przestępczych, najczęściej przez gangi narkotykowe.

Rekordowa ciepła Antarktyda

Antarktyda wpływa na stały system cyrkulacji głębinowej wszechoceanu, który przenosi ciepło oceaniczne wokół planety. Topnienie jej pokrywy lodowej powoduje wzrost poziomu wód morskich na świecie. Zmian, które zwykle zachodzą na Antarktydzie, można spodziewać się w innych miejscach świata. Zima 2020 r. była na tym kontynencie rekordowo ciepła. 24 stycznia 2020 r. w stacji badawczej Casey na Ziemi Wilkesa odnotowano najwyższą maksymalną temperaturę wynoszącą 9,2°C (prawie 7°C powyżej 30-letniej średniej dla stycznia w tej stacji). Natomiast nowy rekord temperatury dla Antarktydy wynosi 20,75°C i został zanotowany w stacji Marambio na wyspie Seymour 9 lutego 2020 r.

W kredzie, ostatnim okresie ery mezozoicznej (145-66 mln lat temu), na Ziemi panował bardzo ciepły i dość wilgotny klimat, a Antarktyda była porośnięta bagiennym lasem deszczowym. Naukowcy twierdzą, że w materiale roślinnym, wydobytym dzięki odwiertowi w dnie morskim obok lodowca Pine Island na Antarktydzie, znaleziono najbardziej wysunięty na południe dowód na istnienie lasów deszczowych w tej części świata ok. 90 mln lat temu. To obecnie 2000 km od bieguna południowego, ale 90 mln lat temu miejsce to było położone ok. 900 km od bieguna. Wydobyty materiał roślinny składał się z mułu, materiału przypominającego węgiel, gleby, korzeni, zarodników i pyłków m.in. drzew iglastych i paproci. Zespół znalazł dowody na istnienie ponad 65 różnych rodzajów roślin.

Naukowcy oszacowali, że średnia roczna temperatura w takim lesie na Antarktydzie wynosiła 12–13°C, temperatura wód powierzchniowych – ok. 20°C, a stężenie gazów cieplarnianych było znacznie wyższe, niż wcześniej sądzono. Nie było żadnej pokrywy lodowej. „Jeżeli stężenie dwutlenku węgla w atmosferze wyniesie więcej niż 1000 ppm [części na milion], na Ziemi będzie niewiele pokrywy lodowej lub wcale, a na Antarktydzie będzie trwać wegetacja – powiedział dr James Bendle z Uniwersytetu w Birmingham.