Brief #112 - okładka

Rośliny – inteligentne, towarzyskie i komunikatywne

Neurobiolog roślin Stefano Mancuso z Uniwersytetu Florenckiego bada inteligencję, świadomość istnienia i zachowania roślin. Z analiz wynika, że wykrywają one pole elektromagnetyczne innych form życia, są towarzyskie i komunikatywne. Używają substancji chemicznych i zapachów, aby ostrzegać siebie i inne rośliny przed niebezpieczeństwem, odstraszać drapieżniki i przyciągać owady zapylające. Gdy kukurydza jest atakowana przez gąsienice, emituje sygnał niebezpieczeństwa, na który reagują osy, po to, aby owady zabiły gąsienice. Mimoza wstydliwa potrafi przez kilka tygodni przechowywać informacje, których się nauczyła. Korzenie roślin podążają za falami dźwiękowymi o częstotliwości 200 Hz, ponieważ odpowiadają one tym, które są wydawane przez płynącą wodę, a końcówki korzeni potrafią wykryć co najmniej 20 różnych parametrów chemicznych i fizycznych w glebie, np. pierwiastków chemicznych.

Według naukowców badających las deszczowy na wyspie Barro Colorado, na Kanale Panamskim, gigantyczne, powoli rozmnażające się drzewa są bardzo ważne dla procesu wzrostu biomasy, sekwestracji dwutlenku węgla oraz stanu zdrowia starych lasów. Tzw. długowieczni pionierzy wyrastają ponad korony pozostałych drzew i stanowią ok. 40% biomasy. Badacze zauważają, że drzewa te – np. mahoniowiec, orzesznica wyniosła i puchowiec pięciopręcikowy – przypominają enty z książek J.R.R. Tolkiena.

Na terenie nieczynnej bazy wojskowej lotnictwa morskiego w Moffett Federal Airfield w Kalifornii posadzono kilkaset topoli, których zadaniem jest usunięcie z gleby, dzięki systemom korzeniowym, rakotwórczych substancji, jakie trafiły tu w wyniku działalności wojska. Topole mogą pobrać prawie 190 l skażonej wody dziennie i rozłożyć ją na chlor i dwutlenek węgla. Wykorzystanie roślin do oczyszczania toksycznej gleby lub wody nazywa się procesem fitoremediacji. Sadzonki topoli przed posadzeniem zostają zaszczepione wysokimi dawkami drobnoustroju zwanego PDN3, który wzmacnia drzewa i pomaga przeżyć w toksycznym środowisku.

Brak wody a konieczność dbania o higienę

82% wiejskich gospodarstw domowych w Indiach nie ma dostępu do bieżącej wody. Rząd indyjski zaplanował wydanie 50 mld dol. na doprowadzenie wody do każdego gospodarstwa do 2024 r. oraz wyznaczył limit zużycia średnio 55 l wody na mieszkańca dziennie. Jednak takie rozwiązanie ma swoje ograniczenia, ponieważ potrzeby człowieka są większe (podczas wzięcia prysznica zużywa się ok. 55 l wody). Woda nie będzie również dystrybuowana równomiernie (część osób wykorzysta jej więcej, a do pozostałych, podłączonych do to tej samej rury, trafi mniej). Ponadto nie wszystkie podłączone gospodarstwa będą miały dostęp do wody przez całą dobę, a niektóre nawet nie codziennie.

Na świecie 780 mln ludzi nie ma możliwości mycia rąk przez zalecane 20 sek., aby zachować środki bezpieczeństwa związane z koronawirusem, z powodu braku odpowiedniego dostępu do infrastruktury sanitarnej. W takiej sytuacji znajdują się osoby ubiegające się o azyl, miliony ludzi mieszkających w obozach dla uchodźców w Europie i na Bliskim Wschodzie oraz w schroniskach dla bezdomnych. Nawahowie, największe plemię indiańskie Ameryki Północnej, liczące 300 tys. osób, zostali pozbawieni wystarczających ilości wody w wyniku działającego na ich terenach przemysłu górniczego.

Mieszkańcy północnego Nepalu opuszczają swoje wioski w związku z ocieplaniem się klimatu w Himalajach, co skutkuje suszą i brakiem żywności. Gleba jest jałowa i brakuje miejsca do wypasania jaków. Rosnące temperatury sprzyjają rozwojowi komarów, które mogą przenosić wirusa dengi i malarię. Naukowcy szacują, że liczba imigrantów, opuszczających swoje domy w związku ze zmianami klimatycznymi, może wynieść miliard osób do końca XXI w. Mieszkańcy Azji Południowej są jednymi z najbardziej narażonych na skutki ocieplenia klimatu. Ekstremalne upały mogą znacznie obniżyć standard życia 800 mln ludzi w tym regionie. Co najmniej jedna trzecia himalajskich lodowców zniknie do końca obecnego stulecia, nawet jeżeli zostaną spełnione najsurowsze założenia mające na celu złagodzenie skutków zmian klimatycznych na świecie. Ponadto woda z topniejących lodowców wzbiera gwałtownie w jeziorach górskich, grożąc zalaniem położonym niżej wioskom.

Nowoczesne metody badania wielorybów i rekinów wielorybich

Sztuczna inteligencja pomaga naukowcom przetworzyć ogrom danych związanych z życiem w oceanach, np. analizując setki tysięcy godzin nagrań podmorskich dźwięków, aby rozpoznać głosy śpiewających humbaków. Inżynierowie firmy Google przygotowali do tego zadania sieć neuronową, która pomaga teraz badaczom w rozpoznawaniu pieśni długopłetwców oceanicznych. AI służy również do ochrony wielorybów: naukowcy wprowadzają do algorytmów uczenia maszynowego dane z satelitów, sonarów, radarów, obserwacji ludzkich i prądów oceanicznych, aby stworzyć modele prawdopodobieństwa, gdzie w wybranym czasie mogą być wieloryby. AI monitoruje także stan łowisk oraz poziom zanieczyszczeń oceanów.

Dane pochodzące z testów bomb atomowych, przeprowadzonych podczas zimnej wojny, pomagają naukowcom w dokładnym określeniu wieku rekinów wielorybich. To największe ryby na świecie (osiągają do 18 m długości i zwykle ważą ok. 20 t), które zamieszkują głównie wody tropikalne. Wybuchy nuklearne podwoiły w atmosferze ilość węgla-14, promieniotwórczego izotopu węgla, który został wchłonięty przez wszystkie organizmy żywe. Znając szybkość rozpadu tego izotopu (im starszy organizm, tym mniej ma w sobie węgla-14), może być on użyty jako marker do określania wieku. Naukowcy z Australian Institute of Marine Science w Perth pobrali próbki z kręgów martwych rekinów wielorybich i oszacowali długość życia gatunku tych ryb na 100–150 lat.

Statki wycieczkowe, wydające dźwięki o niskiej częstotliwości, zagłuszają odgłosy wydawane przez foki pospolite, które są istotnym elementem wabienia partnera podczas godów. Foki nie są w stanie głośniej ryczeć w obecności przepływających statków. Może to oznaczać, że samcom trudniej jest znaleźć partnerkę, tym bardziej że wzmożony ruch statków i okres godowy fok pospolitych występują w tym samym czasie.

Ataki terrorystyczne w Afryce i akty samosądu

Co najmniej 25 malijskich żołnierzy i 12 napastników zginęło podczas ataku niezidentyfikowanej grupy bojowników na bazę wojskową w mieście Bamba, na północy Mali. Malijska armia wielokrotnie ponosiła duże straty podczas walk z ugrupowaniami zbrojnymi powiązaniami z Al-Kaidą oraz IS. Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych w 2019 r. w Mali, Burkina Faso i Nigrze, podczas konfliktu z udziałem grup zbrojnych, armii krajowych i oddziałów międzynarodowych oraz lokalnych bojówek, zginęło ok. 4 tys. osób.

Armia Czadu poinformowała o zabiciu 1000 bojowników Boko Haram na wyspach jeziora Czad. Podczas trwających osiem dni walk miało zginąć 52 czadyjskich żołnierzy. Zniszczono również 50 motorówek (piróg) należących do bojowników. Dzięki tej operacji ekstremiści opuścili wyspy na obszarze między Czadem, Nigerią, Nigrem i Kamerunem. Akcja była odpowiedzią na zabicie przez Boko Haram prawie 100 żołnierzy armii Czadu w drugiej połowie marca 2020 r.

Samozwańczy strażnicy prawa zabili co najmniej osiem osób w Malawi, ponieważ sądzili, że mogą być „krwiopijcami”. Kilka ofiar pochodziło z Mozambiku i zostało zaatakowanych podczas podróży do Tanzanii przez północną część Malawi. Wśród miejscowych szerzą się pogłoski o tajemniczym kulcie”, które powodują strach i panikę. Według prezydenta Malawi Petera Muthariki są one celowe i służą jako element strategii politycznej przed wyborami w 2020 r. (wyniki poprzednich zostały anulowane). Mutharika przestrzegł przed dokonywaniem samosądów przez tłum. Jak dotąd 117 osób podejrzanych o wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę zostało aresztowanych.

Rywalizacja o wpływy w kosmosie

Rosyjska Korporacja Państwowa ds. Aktywności Kosmicznej „Roskosmos” twierdzi, że prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zamierza zawłaszczyć planety. Ma się to odbyć w ramach nowego zarządzenia o prowadzeniu komercyjnego wydobycia surowców mineralnych w kosmosie. USA nie uważają już przestrzeni kosmicznej za „globalne dobro wspólne”. „Próby zawłaszczenia przestrzeni kosmicznej i agresywne plany przejęcia terytoriów innych planet z trudem wyznaczają drogę do owocnej współpracy” – mówi fragment oświadczenia „Roskosmosu”.

Naukowcy starają się zabezpieczyć niewidoczną stronę Księżyca przed eksploracją państwowych agencji kosmicznych i prywatnych firm. Badacze chcą np. wydzielenia dla celów naukowych okrągłego obszaru o średnicy ok. 1820 km, ponieważ na niewidocznej stronie Księżyca istnieją świetne warunki do prowadzenia obserwacji kosmicznych – miejsce to jest stosunkowo łatwo dostępne, a zarazem świetnie odizolowane od zakłóceń radiowych pochodzących z Ziemi. Jest tam położony krater Dedalus, o średnicy 80 km, który ma wystarczająco wysokie krawędzie, aby działały jak tarcza chroniąca przed zakłóceniami elektromagnetycznymi dla znajdujących się w nim obserwatoriów astronomicznych.

Naukowcy zarejestrowali obraz czarnej dziury emitującej skolimowane strumienie wysokoenergetycznej plazmy [tzw. dżety], które poruszają się z prędkością bliską prędkości światła. Eksperci twierdzą, że dżet jest częścią struktury znanej jako blazar, który powstaje z kwazara – supermasywnej czarnej dziury aktywnie zasysającej materię. Zdjęcie czarnej dziury odległej o 5 mld lat świetlnych od Ziemi zostało wykonane przez Teleskop Horyzontu Zdarzeń (EHT). Zapewnia on ostrość widzenia pozwalającą dostrzec z Ziemi obiekt wielkości grejpfruta, znajdujący się na powierzchni Księżyca.

Dystans społeczny i rola muzyki w czasach zarazy

Miasta, w których rygorystyczniej przestrzegano zasad utrzymywania dystansu między ludźmi podczas pandemii grypy hiszpanki w latach 1918–1920, potrafiły szybciej odbudować się gospodarczo. Naukowcy posłużyli się przykładem amerykańskich miast Minneapolis i Saint Paul, które leżą na przeciwległych brzegach rzeki Missisipi. Minneapolis zostało zamknięte kilka tygodni wcześniej niż Saint Paul i śmiertelność była tam znacznie niższa, a gospodarka szybciej się odbudowała. Według prowadzącego badania Emila Vernera z Massachusetts Institute of Technology „sama pandemia jest tak destrukcyjna dla gospodarki, że każda polityka, którą można zastosować, aby bezpośrednio łagodzić dotkliwość pandemii, może być korzystna dla gospodarki”, a zdecydowane interwencje „tak naprawdę sprawiają, że wznowienie działalności gospodarczej jest bezpieczniejsze”.

W 1576 r. zaraza pustoszyła Mediolan i okoliczne tereny w Lombardii. Została ona nazwana the plague of Saint Charles. Według relacji świadków ok. 300 tys. ludzi przebywających w kwarantannie wyszło wówczas na balkony Mediolanu i wspólnie śpiewało. Muzyka i śpiew pomagały wtedy tak samo, jak teraz podczas pandemii COVID-19. Muzykoterapia łagodzi objawy lęku i depresji. Od czasów starożytnych Egiptu, Grecji i Babilonu muzyka była niezawodnym narzędziem duchowego uzdrawiania i tworzenia więzi społecznych, gdy pojawiała się zaraza. W Sparcie w VII w. p.n.e. oraz na wyspie Lesbos to poeci odgrywali funkcje terapeutyczne. Już w starożytnej Grecji uważano, że ciało i umysł człowieka są nierozłączne, a ​​utrzymanie pozytywnego stanu umysłu pomaga w leczeniu chorób fizycznych.

Wpływ pandemii COVID-19 na badania nad rakiem, liczby zawałów i udarów

Cancer Research UK i Macmillan Cancer Support, brytyjskie organizacje charytatywne zajmujące się badaniami nad nowotworami, twierdzą, że z powodu pandemii i – co się z tym łączy – braku funduszy opóźnią się badania nad sposobami walki z rakiem. Cancer Research UK straci w ciągu najbliższych 12 mies. do jednej czwartej dochodu pochodzącego od darczyńców – to ok. 120 mln funtów szterlingów. Macmillan Cancer Support przewiduje straty w wysokości 100 mln funtów szterlingów – do połowy rocznego dochodu. Organizacja przyznała, że problemy finansowe i możliwości badawcze mogą opóźnić walkę z chorobą nowotworową na wiele lat.

Kardiolodzy w Nowym Jorku zauważyli, że podczas pandemii COVID-19 znacznie spadła liczba pacjentów z udarami mózgu i atakami serca. W ankiecie przeprowadzonej wśród społeczności kardiologów na Twitterze prawie połowa respondentów stwierdziła, że ​​odnotowała spadek liczby przyjęć pacjentów mających zawał serca o 40–60%, a ok. 20% respondentów zgłosiło ponad 60-procentowy spadek przyjęć. Natomiast w ostatnim tygodniu marca 2020 r. w Hiszpanii zauważono 40-procentowy spadek częstotliwości stosowania procedur ratunkowych w przypadku zawałów serca, w porównaniu z czasem tuż przed pandemią.

Według jednej z teorii koronawirus wzbudził strach przed korzystaniem z opieki medycznej. Wiele osób z nagłymi problemami zdrowotnymi decyduje się zostać w domu i nie wzywać pomocy. Być może zmiana sposobu życia podczas pandemii (inne posiłki, interakcje społeczne i wzorce aktywności fizycznej) również ma wpływ na mniejszą liczbę ataków serca i udarów. Z drugiej strony infekcje dróg oddechowych zwykle zwiększają ryzyko zawałów serca, podobnie jak stres, lęk, frustracja i depresja, które mogą nasilać się podczas pandemii.

Walki w Jemenie mimo jednostronnego zawieszenia broni

Arabia Saudyjska ogłosiła 8 kwietnia jednostronne zawieszenie broni w Jemenie w związku z pandemią COVID-19. Zawieszenie broni, które dotyczy arabskich sojuszników Arabii Saudyjskiej oraz uznany na arenie międzynarodowej rząd jemeński, ma na celu rozpoczęcie rozmów pokojowych prowadzonych przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Khalid bin Salman, wiceminister obrony Arabii Saudyjskiej, poinformował, że jego kraj przekaże ONZ 500 mln dol. na pomoc humanitarną dla Jemenu i 25 mln dol. na walkę z koronawirusem.

Jednak bojownicy Huti, z którymi walczy koalicja państw arabskich pod przywództwem Arabii Saudyjskiej, nie przystąpili do zawieszenia broni. Saudyjska koalicja oskarżyła ich o złamanie jednostronnego rozejmu 241 razy w ciągu 48 godz., w tym użycie ciężkiej artylerii i przeprowadzenie ataków rakietowych w prowincjach Marib, Al-Dżauf i dystrykcie Nihm. Według przedstawicieli Huti zawieszenie broni to „manewr polityczny i medialny”.

W Jemenie znaczna większość z 28 mln ludzi cierpi z powodu głodu i chorób. 80% populacji – aby przeżyć – korzysta z jakiejś formy pomocy humanitarnej. 18 mln ludzi nie ma dostępu do odpowiednich środków higieny, wody i infrastruktury sanitarnej. ONZ uważa Jemen za miejsce najgorszej na świecie katastrofy humanitarnej spowodowanej przez człowieka, a wirus SARS-CoV-2 może zainfekować nawet 93% ludności kraju. Połowa szpitali została zniszczona, pozostałe dysponują 700 łóżkami na oddziałach intensywnej terapii, w tym 60 dla dzieci, i 500 respiratorami. Pierwszy przypadek zachorowania na COVID-19 został potwierdzony w Jemenie pod koniec pierwszej dekady kwietnia.

Światowy Program Żywnościowy (WFP) został zmuszony do zmniejszenia o połowę pomocy udzielanej mieszkańcom tych części kraju, które są kontrolowane przez Huti – część darczyńców ograniczyła finansowanie, ponieważ rebelianci utrudniają udzielanie pomocy potrzebującym.