Brief #44 - okładka

Trzy na cztery państwa członkowskie Unii Europejskiej uznają prawnie akt seksualny za gwałt tylko wtedy, jeśli towarzyszy mu przemoc fizyczna, groźby lub przymus

Trzy na cztery państwa członkowskie Unii Europejskiej uznają prawnie akt seksualny za gwałt tylko wtedy, jeśli towarzyszy mu przemoc fizyczna, groźby lub przymus – wynika z analizy Amnesty International, dotyczącej przepisów prawnych 28 państw. Tylko siedem państw, w tym Wielka Brytania, Irlandia, Niemcy i Cypr, uznaje gwałt za stosunek seksualny bez przyzwolenia kobiety. W tym roku Dania, Portugalia i Włochy zaczęły zastanawiać się nad zmianą definicji prawnej gwałtu, a Hiszpania już wprowadziła zmiany.

Analiza Amnesty International została opublikowana dzień przed Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy Wobec Kobiet, który przypada na 25 listopada. Wynika z niej również, że błędne i przestarzałe” przepisy prawa utrwalają mechanizm obwiniania ofiar, umożliwiając przechodzenie spraw dotyczących gwałtów przez luki w systemach prawnych, mimo działania ruchu #MeToo. Dla przykładu, w 2016 r. Komisja Europejska poinformowała, że ponad jedna czwarta obywateli UE sądziła, że stosunek płciowy bez zgody jednej ze stron był uzasadniony, jeśli ofiara była pijana, skąpo ubrana lub wcześniej flirtowała. Jednak w niektórych krajach Europy Środkowej i Wschodniej liczba ta była wyższa, a połowa respondentów w Rumunii jest zdania, że seks bez zgody jednej ze stron może być czasem uzasadniony.

Przy okazji Międzynarodowego Dnia Eliminacji Przemocy Wobec Kobiet, głos zabrały również siostry zakonne. Międzynarodowa Unia Przełożonych Generalnych Żeńskich Instytutów Zakonnych (UISG), która reprezentuje ponad 500 tys. sióstr na całym świecie, wezwała, aby te zakonnice, które były ofiarami przemocy, zgłaszały przestępstwa swoim przełożonym i na policję. Grupa obiecała pomóc poszkodowanym w podjęciu decyzji o zgłoszeniu sprawy, zaoferowała też wsparcie psychologiczne. Siostry potępiły również wzór nadużyć, który obecnie panuje w Kościele i społeczeństwie”, powołując się na seksualne, werbalne i emocjonalne znęcanie się, jako rodzaje złego traktowania, naruszającego godność ofiar, które wzmacnia poczucie władzy. W oświadczeniu siostry nie określiły księży jako agresorów. Takie sytuacje zdarzały się m.in. w Afryce, Indiach, Ameryce Południowej, Azji i Europie. Odnotowano również przypadki wykorzystywania seksualnego sióstr zakonnych przez inne.

O gwałtach mówią także kobiety, które przeżyły tzw. drugą wojnę kongijską (1998-2003 r.), zwaną też wojną afrykańską. W czasie konfliktu doświadczały one wielu form przemocy ze strony członków rodzin, mężczyzn, których nie znały, oraz mundurowych. Danielle Louise Spencer z organizacji ActionAid UK, specjalistka ds. przemocy wobec kobiet i dziewcząt, tak mówi o ofiarach konfliktów w Afryce: Przed, w trakcie i po konflikcie kobiety są bite, prześladowane i gwałcone. Przemoc wobec kobiet i dziewcząt wzrosła przed ludobójstwem [w Rwandzie w 1994 r.] oraz w wyniku kolejnych wojen. Rada Bezpieczeństwa ONZ obecnie skłania się do stwierdzenia, że wzrost przemocy wobec kobiet i dziewcząt jest wykorzystywany jako mechanizm wczesnego ostrzegania przed nadchodzącym konfliktem”. Zdaniem Spencer główną przyczyną tej przemocy jest nierówność płci: Jeśli nie zajmiemy się podstawową przyczyną przemocy wobec kobiet i dziewcząt, powszechna przemoc seksualna będzie nadal miała miejsce podczas wojny, a kobiety nie będą bezpieczne w swoich domach, nawet w czasie pokoju”.

Z podobnymi problemami wobec kobiet mierzą się również Afganki. Jedną z nich jest Khatera, bohaterka dokumentu A Thousand Girls Like Me” (film możesz zobaczyć tutaj). W programie telewizyjnym kobieta oskarżyła swojego ojca o psychiczną i seksualną przemoc, trwającą 13 lat, ryzykując życiem przez narażenie się swoim krewnym, broniącym honoru rodziny.

W Arabii Saudyjskiej działaczki walczące o prawa kobiet są źle traktowane w więzieniach (poddawane karze chłosty, rażone prądem i molestowane seksualnie), wynika z badań Amnesty International i Human Rights Watch. Raport organizacji wskazuje, że mimo reform, które obiecali wprowadzić Saudowie, każdy, kto zabierze głos w sprawie praw kobiet, może trafić do więzienia. Natomiast władze Arabii Saudyjskiej zaprzeczają oskarżeniom, które pojawiły się w raporcie.

Czytaj całe wydanie