Brief #60 - okładka

Internet pełen detektywów do wynajęcia

 

Inwigilacja w internecie nie jest już domeną światowych mocarstw. Mniejsze państwa również płacą za śledzenie użytkowników w sieci oraz przeprowadzanie akcji wymierzonych w każdego, kto korzysta z internetu. Terroryści, przestępcy, biznesmeni, dziennikarze, aktywiści – wszyscy mogą znaleźć się na celowniku firm wynajętych przez rząd każdego państwa na świecie. Epicentrum rynku tego typu aktywności znajduje się na Bliskim Wschodzie. DarkMatter, NSO (znana z programu szpiegującego Pegasus), Black Cube, Psy-Group to tylko kilka z najbardziej znanych firm z internetowego świata wywiadu i manipulacji.

NSO pomogła złapać meksykańskiego handlarza narkotyków Joaquína Guzmána Loerę, ale i wspierała Arabię Saudyjską w działaniach naruszających prawa człowieka. Do skrzynek mailowych klientów Gmaila, Yahoo i Hotmaila włamali się pracownicy DarkMatter. Firma jest również podejrzewana o szpiegowanie obywateli USA. Przepisy prawne w Stanach Zjednoczonych nie nadążają za rozwojem usług hakerskich i szpiegowskich w internecie. „Do gry wkracza wielu graczy, którzy nie są nam znani i nie grają według tych samych zasad. Równie dobrze można rozdać ulicznym gangsterom broń z wyposażenia armii” – podsumowuje Brian Bartholomew, główny specjalista ds. bezpieczeństwa w Kaspersky Lab.

Natomiast Organizacja Narodów Zjednoczonych ma zamiar stworzyć klasyfikację rządów, które najczęściej szpiegują swoich obywateli. Powstał już projekt kwestionariusza, który zawiera pytania dotyczące nadzoru nad chatroomami, nagminnej kontroli prywatnej korespondencji oraz internetu, nadzoru parlamentarnego i sądowego nad działaniami wywiadu, profilowania ludności cywilnej czy dostępu do pełnego zapisu połączeń telefonicznych. Najsurowiej oceniane jest posiadanie policji lub służby wywiadowczej, która systematycznie profiluje i utrzymuje nadzór nad dużymi grupami ludności w sposób porównywalny do STASI w NRD w latach 1955-1990”.

Czytaj całe wydanie